2005-05-23 10:56:45 >> Rozdział II cz.I (czyli ta mniej zabawna, druga część pojawi się w niedalekiej przyszłości p.a.)
W której:
+Jaśnie Oświecona Autorka traktuje o problemach drużyny gryfonów.
Kimberly spojrzała na swoją drużynę, jak lubiła nazywać tą bandę umysłowych popaprańców, z wyraźną dezaprobatą.
-Powiedzcie mi, jak ja mam się zachować? No jak? Cholera, za dwa dni mamy pierwszy mecz a Wy nadal latacie jak ostatnie pokraki!- to ostatnie wywrzeszczała do ucha najbliżej stojącej Katie Fields (pałkarz).
-Potter, jeśli nie potrafisz okiwać własnego obrońcy, co zrobisz z gościem szkolonym by Cię za wszelką cenę zniszczyć?
-Eee...Kim? Nie przesadzasz trochę?- właścicielka krótkich, błękitnych włosów spojrzała na kapitana z powątpiewaniem.
-Nie Period! Nie przesadzam! I na brodę Merlina, mogłabyś nauczyć się trafiać pałką w tłuczek! Nie wspominając o uderzeniu! Tak słabego forhendu w życiu nie widziałam!- mina pałkarki zrzedła nieznacznie.
-Kim wiesz, że Cass miała kontuzje.-zaczęła niepewnie pulchna blondynka.
-Harrison z Tobą też mam do pogadania! Mieliśmy w tym miesiącu szesnaście treningów. Na ŻADNYM nie złapałaś znicza! Cholera kobieto, co się z Tobą dzieję?
-Może mam dość twych nieustannych wrzasków? MOŻE MAM DOŚĆ PRZEKŁADANIA QUIDDITCHA PONAD WSZYSTKO INNE?- twarz szukającej spurpurowiała.- MOŻE MAM DOŚĆ CIĄGŁYCH PRZEGRANYCH?!!!
-W takim razie droga wolna Harrison. Tam są drzwi. Może dać Ci odprawkę?
-Dziękuje nie fatyguj się.-Drzwi za Joanną zamknęły się z hukiem a w klasie zapadła długa i niezręczna cisza.
***
Mcgonagall spojrzała na swą najlepszą ścigającą znad sterty prac drugoklasistów.
-Jakiś problem, Jones?
-Obawiam się, pani profesor, iż trzeba będzie przeprowadzić nabór.-brwi nauczycielki uniosły się wysoko.
-Słucham?
-Harrison odeszła, co oznacza, że nie mamy szukającego.
-Ty sobie żartujesz, Jones? Za dwa dni macie pierwszy mecz!
-Wiem. Dlatego muszę znaleźć kogoś naprawdę dobrego. Jako kapitan...
-Dość. Radzę Ci by na sobotnim meczu pojawił się naprawdę dobry szukający. I żeby był po naszej stronie!
***
Artemis potargała przyjaciółkę po błękitnej szopie.
-I co, niedorozwinięty jeżozwierzu? Jak trening?- dodała uchyliwszy się przed pałką.
-Nic nie mów, pryszczata białogłowo...AŁA! Za co?
-Za pryszczatą! No i...
-Joanna się wzięła i odeszła, Kim dostaje spazmów a za dwa dni mamy mecz z ślizgonami... Boże dopomóż!
-Po pierwsze-zjedzmy dropsa. Po drugie-przestań się mazać tylko ćwicz forhend bo z wiarygodnych źródeł wiem, że na razie jest on godny zmutowanej fretki. Po trzecie-o nic się nie martw, na pewno znajdziecie jakiegoś szukającego.- stwierdziła panna Dumbledore wpychając do ust kilka cytrynowych cukierków.-Mmmm...Niebo w gębie!
***
Dumbledore (Dziadek Artemis, Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Kawaler Orderu Merlina Pierwszej Klasy etc. etc.) spojrzał na swą wnuczkę ze strachem?.
-Chcesz bym przełożył mecz? Wybacz, kochanie ale naprawdę nie mogę.- blondynka władowawszy mu się na kolana zrobiła słodką minę.
-Kiedy ja tak ładnie dziadka proszę! Nasza drużyna nie jest jeszcze gotowa, odeszła szukająca, potrzeba czasu na nabór i...Oj dziadku, nie bądź taki!
Ku swemu niezmiernemu zdziwieniu Albus (Dziadek Artemis, Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Kawaler Orderu Merlina Pierwszej Klasy etc. etc.) pogładził potworę po głowie i niczym zahipnotyzowany wielkimi ślepiami Artemis zapisał odpowiedni tekst, po czym zwinąwszy go w rulon wręczył uradowanej wnuczce.
„Ta dziewczyna ma na mnie zdecydowanie za duży wpływ.” Stwierdził rzeczowo ale i z pewną dozą czułości.
***
Kim nie wierzyła własnym uszom.
-Przełożył mecz?
-Aha.- Cass dysząc ciężko (przebiegła przez pół Hogwartu na jednej nodze, ponieważ tak zalecał podręcznik „Przez kondycje do Quidditcha czyli popraw swój forhend”) uśmiechnęła się na widok miny kapitana.
-Ja jednak kocham tego starego wariata!- entuzjazm panny Jones był tak wielki, iż prawie zaczęła tańczyć. Błękitno włosa jęknąwszy wykonała najbardziej rezolutne posunięcie w zaistniałej sytuacji. Wycofała się, pozostawiając Kim w jej własnej (tym razem) radosnej rzeczywistości.
Wiem, wiem dawno nie pisałam, ale się poprawię! Obiecuję!
skomentuj (27)
2005-03-25 17:13:22 >> WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!
Mokrego jajka, smacznego Alleluja i wesołego dyngusa!!!!
Wasza Artemis...
P.S.Jestem w Zakopcu dlatego życzenia takie skromne ;]
skomentuj (13)
2005-03-17 02:26:34 >> Rozdział I
W którym:
+JW dyrektor-Profesor Albus Dumbledore (Kawaler Orderu Merlina Pierwszej Klasy etc. etc.) boryka się z najgorszym potworem, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi.
+do Hogwartu przybywa nowa uczennica
+Huncwoci wysadzają swe dormitorium, ku uciesze ogółu i dezaprobacie mniejszości(czyt.Panny Evans i Profesor Mcgonagal)
Albus Dumbledore (Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Kawaler Orderu Merlina Pierwszej Klasy etc. etc.) po raz pierwszy w swym err...Grubo ponad stuletnim życiu poczuł strach...Ale nie taki ZWYKŁY strach. ZWYKŁY strach może sobie czuć byle mugol, a nie istota tak oświecona jak on. O nie! Strach Albusa Dumbledore'a (Dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Kawalera Orderu Merlina Pierwszej Klasy etc. etc.) był w każdym calu swej strachowości UNIKATOWY możnaby rzec.
Zastanawiacie się zapewne cóż tak okropnego los zgotował naszemu bohaterowi(chyba, że przeczytaliście wstęp p.a.).
Czy był to Lord Voldemrot w swej własnej, morderczej osobie?
NIE!
Lub może Król Olbrzymów wraz ze swą krwiożerczą armią?
NIE!
W takim razie to zapewne Flotylla Smoków buszuje po przestworzach!
NIE!
Co więc zabaczył?-zapyta niejeden z czytelników w napięciu.
Cóż...Przed jego biórkiem stała...NASTOLATKA (drżyjcie śmiertelnicy, oto nadchodzi kres Waszego marnego żywota p.a)!
Była dość wysoka (jak na swój 15-letni wiek),szczupła, miała długie (a konkretnie sięgające do pasa), prawie białe włosy, dzikie, zielone oczy, kształtne, malinowe usta, mleczną cere, cztery kolczyki w prawym uchu, w lewym (chwilowo) nie posiadała żadnego, a na imie jej było Artemis...
-Cześć dziadku!-krzyknęła potwora radośnie zrzucając na świeżo wypucowany dywan cały dorobek z jakim wtargnęła do jego gabinetu (sportowy plecak, mahoniowy kufer, szara poduszka, sprany miś). Następnie nastąpiła seria bardziej lub mniej niekontrolowanych uścisków, by wreszcie jego los się wypełnił.
-Czekaj, mam dla Ciebie placek od mamy...I paczke dropsów. Poczekaj, musze wyciągnąć...
-Może później?-podsunął niepewnie Albus(Dziadek Artemis,Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Kawaler Orderu Merlina Pierwszej Klasy etc. etc.) patrząc jak na złotej klatce Feweksa londują jeansy.
-Nie...Juz mam! Prosze!-uśmiechnął się nerwowo.
-Dziękuje.
-Oczywiście placka mamy nie musisz zjeść.-stwierdziła Artemis wesoło.-Jej ostatni wypiek służy Gordo za łopatke...Chociaż jak dla mnie mógłby służyć za mur obronny...
***
Minerwa Mcgonagal spojrzała z dezapropatą na gadających uczniów.
-Cz nie prosiłam już o ciszę?!-krzyknełą głosem, który budził grozę w każdym kogo napotkała.
Wszyscy momentalnie zamilki.
-Zanim nastąpi tradycyjna Ceremonia Przydziału Tiare nałoży panna Artemis Dumbledore, która dołączy do klas piątych.
Po sali przeszedł znaczący szmer.
-Dumbledore?
***
Artemis założyła niepewnie Tiarę.
Hmm...Dysponujesz wielką mocą, to fakt. Łatwo nawiązujesz kontakty,lubisz zaszaleć, lecz równierz jesteś bardzo wrażliwa...
-Co ja na psychiatryku wylądowałam?-pomyślała gorączkowo.
Udam, że tego nie słyszałam młoda damo...
GRYFFINDOR!!!!!!!
***
Usiadła obok jakiegoś chłopaka w okularach.
-James.
-Artemis.
-Słuchaj, masz jakieś powiazania ze starym Dumblem? Bo jak Mcgonagal przeczytała Twoje nazwisko...-Bla, bla, bla...Nie rozumiała co było podniecającego w fakcie, iż jej dziadek zdobył Oreder Merlina Pierwszej Klasy i inne takie bzdetki...Imponująca była jego obecność na Kartach SŁynnych Czarodziejów i Czarownic.
-..I wszyscy się teraz zastanawiamy...
-Jest moim dziadkiem.-mruknęła obojętnie. Reakcja była zaskakująca. Całemu stołowi (zaczynając od Jamesa a kończąc na jakimś prawie bezgłowym duchu) opadłi szczeki by następnie wydać z nich zbiorowe: Ale czad!
***
Remus starał się nie być świadkiem tego czego err...właśnie BYŁ świadkiem.
-James, Syriusz błagam! Przestańcie grzebać przy tej żarówce...Nie znacie się na mugolskich wynalazkach i jeszcze...
-Lunatyku! Wszystko jest o...Łapo, czy to coś powinno tak się żarzyć?
-ŻARZYĆ?!
***
-JAK MOGLIŚCIE! I TO PIERWSZEGO DNIA SZKOŁY! WYSADZIĆ WŁANSE DORMITORIUM! TOŻ TO SIĘ W GŁOWIE NIE MIEŚCI!!!
-Ekm...Pani profesor?-Artemis podeszła do czerwonej Mcgonagal-Dziade...To zanczy profesor Dumbledore Panią prosi?
-Co? O co mu znowu chodzi?!-warkneła spokojniej Minerwa.
-Nie wiem, ale to chyba coś NAPRAWDE ważnego!
-No dobrze, już idę.-tu odwróciła się do osmolonych chłopaków.-A CO DO WAS...TO MACIE SZCZĘŚCIE I TYLE!
To powiedziawszy opuściła Pokój Wspólny.
-Uff...A juz myślałam, że się nie nabierze...-jęknęła Artemis.
-To był blef?-James'owi opadła szczeka.
-POTTER!!!! COS TY ZROBIŁ???
-O, cześć Evans!-powiedzieli beznamiętnie pozostali sprawcy rozruby.
-POTTER! JAK TY MOŻESZ BYĆ TAK BEZDENNIE GŁUPI?!
-Oj...Chyba widzę przyszłą nauczycielkę transmutacji.-zachichotała Artemis.
skomentuj (19)